Nutella's Stories

"Muzyka jest zbyt wielka i piękna, by dzielić ją na gatunki"

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Oczami Anieli
Po powrocie ze szkoły siadłam przy biurku i zaczęłam uczyć się kolejnej lekcji z fizyki. W końcu odłożyłam książkę na biurko z wielkim hukiem. Filip siedzący przy stoliku z laptopem aż podskoczył i popatrzył na mnie zdezorientowany.
- Co? - warknęłam.
- Yyy... nic?
- Powiedz mamie, że idę do cioci Aurelii! - rzuciłam przez ramię.
- A obiad?
- Zjadłam na mieście.
- Idę z tobą. Ja zjem u cioci!
- NIE! - wrzasnęłam, sama dziwiąc się, że potrafię tak krzyczeć.
Filip podbiegł do okna i sprawdził, czy ktoś to słyszał. Potem spojrzał na mnie wyzywająco.
- Nelka! Czemu?
- Bo tak powiedziałam. Poza tym, kto powie mamie, że wyszliśmy?
- Zostawimy karteczkę.
Machnęłam ręką i chwyciłam torbę. Wyszłam z domu i ruszyłam w stronę domu cioci Aurelii. Kiedy doszłam pod blok cioci i zadzwoniłam domofonem, odezwał się mój kuzyn.
- Halo?! - usłyszałam jego głos.
- Wpuść mnie, to ja - rzuciłam.
Nie odpowiedział, ale po chwili odezwał się denerwujący dźwięk "brzęczka" przy domofonie, który obwieścił, że drzwi można otworzyć. Wbiegłam po schodach. Nie zdążyłam zapukać, bo drzwi otworzył mi mały Mikołaj.
- Oooo, Anielka przyszła!
- Wejdź, wejdź, kochana - ciocia Aurelia odezwała się z kuchni. - Idź na razie do pokoju Ariela, zaraz się tobą zajmę!
- Mhm...
Poszłam do pokoju kuzyna, który rozmawiał ze mną przez domofon. "Rozmawiał". Chłopak siedział na fotelu przy biurku z nogami na blacie. Na uszach miał słuchawki. Kiedy weszłam zerknął na mnie, odsłuchał jeszcze kilka piosenek i wyłączył muzykę.
- Nauczona na jutro?
- Nie!
Zaczął rechotać. Miałam ochotę mu przywalić, ale tylko na niego spojrzałam wzrokiem żmii.
- TY nie nauczona? Kujon klasowy?
- Tak!
Tym razem na jego ustach pojawił się tylko szelmowski uśmiech.
- To po co przyszłaś? Fizyka czeka! - zadrwił.
- Mam iść, tak? - i nie czekając na odpowiedź ruszyłam do drzwi.
- Ej no, Nelka, żartowałem, wracaj.
- To nie było śmieszne.
- A po co przyszłaś?
- Skąd wiesz, że akurat do ciebie?!
- Eee... Bo jesteś u mnie w pokoju...
- Bo twoja mama ma coś ważnego do zrobienia i nie mogę z nią pogadać!
- Dobra, to pogadaj ze mną.
- Nie.
- Przecież gadasz.
- Przestań. To bez sensu!
- Wiem.
- Mam się załamać?
- Nie.
Ta konwersacja mnie jednak załamała. Głupi kuzynek. Nie da się z nim rozmawiać! Miałam nadzieję, że posiedzi cicho. Pomyliłam się.
- Czemu się nie nauczyłaś?
- Bo mi się nie chciało.
Pod przenikliwym spojrzeniem kuzyna zdecydowałam się powiedzieć więcej.
- Ojej, no nie mogłam myśleć... No co tak patrzysz? Przestań! No tak, myślałam o Dance, nie gap się tak. Przecież to tylko motor, czemu jest w śpiączce?! W ogóle dziwna sytuacja. Jakby to było specjalnie. No bo kto normalny wjechałby na dziewczynę motorem i to jeszcze podczas gdy ona miała pierwszeństwo? Myślę, że to był jakiś podstęp. No i ci lekarze. Że niby się jej nie da uratować? Ja uważam, że się da. Trzeba się tylko trochę postarać, a nie...
Kuzyn tylko uniósł brwi i prychnął ironicznie. W tej chwili przypomniałam sobie pewien szczegół.
- Matko, a kto się zaopiekuje psami Danki?!
Tagi: 7
24.05.2013 o godz. 17:04
Oczami Anieli
Minęło już dwa dni od wypadku. Pozbierałam się już. W naszej szkole jest jakoś nienormalnie... Wydaje się być odrażająca i odpychająca. Kiedy rano przyszłam spóźniona na lekcję matematyki w klasie było cicho, mimo, że nie było nauczycielki. Po jakimś czasie przyszła dyrektorka. Była jakaś taka smutna i niewyraźna. Bez słów zrozumieliśmy, że coś jest nie tak, jak powinno. Że chodzi o Dankę. Że jest gorzej, niż powinno być. Że lekarze nie mogą pomóc...
W oczach dyrektorki zalśniły łzy. Mimo to otarła je i powiedziała drżącym głosem:
- Wasza koleżanka, Danuta, jest w bardzo złym stanie... Lekarze stwierdzili nieprawidłową pracę serca... przez uszkodzenie organów... Danuta... jest w śpiączce...

Piszę tak krótko, ponieważ nie mam czasu, a dawno nie pisałam. Następny wpis dodam prawdopodobnie (!) po 06.05. Pozdrawiam wszystkich.
Tagi: 6
30.04.2013 o godz. 16:25
Oczami Netki
Następnego dnia, po wypadku, obudziłam się u siebie w łóżku. Byłam w ubraniu, widocznie ktoś zaniósł mnie do łóżka. Poczułam, że muszę skorzystać z neta. Problem polegał na tym, że nigdzie nie widziałam komputera, telefonu ani tableta. Poszłam na śniadanie, zjadłam jakieś babeczki z lodówki. Zaczęła mnie boleć głowa. Poczułam mdłości. W wyobraźni odtworzyłam scenę na przejściu dla pieszych. Przed oczami zrobiło mi się ciemno. Oparłam się o lodówkę i zamknęłam oczy, dysząc. Potem po prostu poczułam, że upadam na podłogę i zemdlałam.
Kiedy się znów ocknęłam, leżałam na powrót w łóżku, a obok mnie stała butelka wody i tabliczka czekolady. Sięgnęłam po te produkty, ale rękę miałam jak z ołowiu. Była już jedenasta. Nie będę szła do szkoły. Usnęłam, ale było mi nieprzyjemnie. Nie jadłam już nic do końca dnia, bo cały czas spałam.
Oczami Anieli
Rano poszłam do szkoły, ale czułam się okropnie. Netki ani Danki nie było w szkole. Klasa w ogóle była jakaś taka niewyraźna i cicha. Kilka osób szeptało między sobą. Siadłam pod ścianą i wyciągnęłam zeszyt do chemii. Miała być kartkówka, a ja się nie uczyłam. Nauka szła mi źle, ale nie chowałam zeszytu, żeby ukryć łzy. Danka jest w ciężkim stanie, ale żyje. Dzwonek. Wchodzimy do klasy, ja ze spuszczoną głową. Wyjmujemy kartki. Piszemy pytania. Odpowiadamy. Piszę jakieś bzdury. Cisza na sali. Słychać buczenie zepsutej lampy. Na moją kartkę spadają krople łez. Zaczynam szlochać. Nauczycielka podchodzi do mnie i pyta co mi jest. Odpowiadam urywanymi zdaniami. Kilku osobom też się zbiera na płacz. Nauczycielka odwołuje kartkówkę i każe uzupełnić ćwiczenia. Wychodzi z klasy. Na resztę lekcji jesteśmy zwolnieni.
Tagi: 5
24.04.2013 o godz. 09:34
Oczami Anieli - popołudnie w dzień wypadku
Zaczynam się martwić. Netka i Danka nie przyszły dziś do szkoły, nie odbierają telefonu. Kręcę się po pokoju jak zombie. Mój młodszy o rok brat, Filip, jakiś dziś nie w sosie, chodzi smutny i nie chce powiedzieć, co go trapi. Postanowiłam pójść do domu Netki, ale mogło jej nie być, bo jest niedostępna na facebooku. Oczywiście jej nie było. Założyłam słuchawki i poszłam do cioci Aurelii. Okazało się, że był w domu mój kuzyn, Ariel, i też był niespokojny. Aurelia odgrzała mi rosół i pierogi, które zjadłam z apetytem. Potem poszłam do pokoju Ariela. Nikodem i Mikołaj (jego bracia, cóż za imiona) oblężyli komputer i oglądali jakieś bajki.
- Może się przejdziemy? - zaproponowałam.
Kiwnął głową w zadumie. Poinformowałam ciocię Aurelię, ze wychodzimy i poszliśmy do parku. W końcu postanowiłam powiedzieć Arielowi o moim zmartwieniu.
- Netka nie odbiera telefonu, nie ma jej w domu i jest niedostępna na facebooku...
- Jest niedostępna?! Przecież ona znalazła by neta wszędzie! Dosłownie...
- No właśnie. I to mnie niepokoi. A Danka nie przyszła na pierwsze zebranie kółka teatralnego ani do szkoły.
- Danka nie przyszła na kółko teatralne? Żartujesz?
- No właśnie nie!
- Coś jest nie tak.
- Uhm... - mruknęłam, nic więcej nie byłam w stanie wydusić.
Doszliśmy do skrzyżowania niedaleko od naszej szkoły. W jednej chwili przystanęłam i kwiknęłam. Asfalt nosił ślady zaschłej krwi! Omal nie zemdlałam z obrzydzenia i przerażenia. Na krawężniku leżała torebka wyglądająca znajomo. Chwiejąc się na nogach podeszłam i prawie zwymiotowałam. To była torba Danki! Było na niej widać krew. Ariel, który stał za moimi plecami zachłysnął się z wrażenia. Na domiar złego, obok torby leżał breloczek "na szczęście" noszony przez Netkę. Nie mogłam powstrzymać łez i po prostu się rozbeczałam. Ariel syknął i wskazał na części samochodów poskładane z drugiej strony jezdni. Oparłam się o słupek i schowałam twarz w dłonie. Mój kuzyn podszedł do stojącego nieopodal funkcjonariusza i spytał ze stoickim spokojem, co się stało.
- Uhh, chłopie... Nietypowa sytuacja. Według świadków, motocyklista potrącił dziewczynę jadącą na rolkach na zielonym świetle. Na ten widok jakiś starszy kierowca wybiegł ze swego samochodu, a w jego pojazd wjechało kilka innych. Jakaś inna dziewczyna kazała dzwonić chłopcu po pogotowie i policję. Obydwie z dziewcząt zostawiły tu swoje rzeczy...
- Tak się składa, że to nasze znajome. Potrącona to zapewne Danuta Adamska, a ta, która dzwoniła to Aneta Nowak. Możemy zabrać ich rzeczy.
- Wierzę ci na słowo, tam nie ma nic cennego, żadnych dokumentów. Weźcie to i zmykajcie, mam tu obowiązki.
- Dobrze... Tylko jedno pytanie... Czy Danka... ta potrącona... Czy ona... Ekhm... Czy ona... żyje?
Tagi: 4
23.04.2013 o godz. 13:28
Oczami Danki
Dziś rano obudziłam się zanim jeszcze zadzwonił budzik. Uśmiechnęłam się do siebie, przymknęłam oczy i poddałam się wspominaniem zdarzeń poprzedniego dnia. Ciekawe, co będzie z panią Idą. Mówiła, że odchodzi i szczerze mam nadzieję, że to prawda. Wtedy będzie chwila przerwy od normalnej matmy. Ale żal mi trochę Netki. Nowa, a już podpadła nauczycielom. Mimo to ją polubiłam i chcę być jej kumpelą.
Zadzwonił budzik, więc poderwałam się z łóżka, wyłączyłam go. Potem poranna gimnastyka i inne takie tam, lodowaty prysznic na orzeźwienie... W końcu trzeba ćwiczyć charakter i silną wolę, prawda? Moi znajomi oczywiście nie wiedzą o moich poczynaniach, to mój sekret na utrzymanie zgrabnej figury przez cały rok. Oczywiście mam więcej takich pomysłów. Poszłam do mojej łazienki - poranna toaleta i tak dalej. Otworzyłam drzwi mojej garderoby i oczywiście znów ten sam problem - co na siebie założyć? W końcu wybrałam niebieską, ciasną sukieneczkę. Trzeba się cieszyć latem, póki jeszcze coś z niego jest. Zjadłam płatki owsiane i jogurt z musli, zajrzałam do sypialni rodziców. Łóżko było pościelone, tata pewnie dawno wyszedł. Mamę słychać było w jej łazience. Zapukałam do drzwi i oznajmiłam mamie, że wychodzę. Usłyszałam to samo pytanie, które słyszę każdego ranka.
- Może cię zawieźć?
- Nie, mamo, przecież wiesz, że nie skorzystam z tej pomocy.
- Dobrze, to pa.
- Pa!
Pobiegłam jeszcze do kuchni po jabłko na drugie śniadanie. Włożyłam w uszy słuchawki. Później założyłam rolki - mój ulubiony środek transportu i wziąwszy torbę z książkami i butami na zmianę, ruszyłam przez ścieżkę do furtki. Zanim wyszłam napadły na mnie moje psy: beagiel Parys i labrador Ikar. Poklepałam za uszami obydwa poczciwe psiska i pojechałam w stronę szkoły. Widziałam już gmach i boisko, gdy przejeżdżając na zielonym świetle na przejściu dla pieszych i słysząc słowa piosenki: "Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie" poczułam ogromny ból. Zobaczyłam krew i motocykl i zemdlałam...
Oczami Netki
Dziś musiałam biec do szkoły, by zdążyć na czas. Ale szok, jaki przeżyłam na przejściu dla pieszych był nie do opisania. Otóż zobaczyłam wypadek, motocyklista wjechał w tą lalę z mojej klasy. Wrzasnęłam i kazałam jakiemuś chłopakowi dzwonić na pogotowie i policję, spisując numer rejestracyjny motocykla. Na domiar złego, jakiś kierowca zatrzymał się na pasie obok, a samochody za nim najnormalniej w świecie wjechały w jego auto. Istny karambol na moich oczach. Szok. Spojrzałam na ofiarę wypadku i zaczęłam wyć. Pamiętam jeszcze tylko, że przyjechało pogotowie, zabrało dziewczynę i mnie jako świadka i osobę towarzyszącą do szpitala. Potem siadłam w fotelu na korytarzu, przed salą, w której była lala i usnęłam...
Tagi: 3
22.04.2013 o godz. 16:01
Oczami Netki
Matematyczka poszła ze mną do dyrekcji prosząc o przypilnowanie klasy przez woźnego. Ups.
Ale poszłyśmy do gabinetu, gdzie przywitała nas życzliwie pani sekretarka, oznajmiając, że dyrcia i zastępca poszli gdzieś z kwiatami i musimy poczekać. Siadłam więc na stołeczku, a nauczycielka pogrążyła się w rozmowie z sekretarką. Z nudów zaczęłam odrywać mięciutką tkaninę z tego ów stołeczka. Po jakimś czasie i to mi się znudziło, więc zaczęłam drapać paznokciem o ścianę gabinetu. W nienaturalnej pozycji zastała mnie wchodząca dyrektorka i jej zastępca. Poderwałam się z miejsca i na szczęście nie zobaczyli mojego dzieła.
- Dzień dobry państwu - przywitałam się grzecznie.
- Dzień dobry - odparli równo. - O co chodzi, pani Ido?
Pani Ida opowiedziała o całym zdarzeniu. Obydwoje spojrzeli na mnie ze zgorszeniem.
- Nowa uczennica i już skargi...
- Za karę pomożesz panu woźnemu umyć okna w pokoju nauczycielskim - zawyrokowano.
Zbladłam. Z tym podłym gburem? No chyba oszaleli. Mimo to spytałam:
- Kiedy, gdzie, dlaczego i po co?
- Yyyy...? Dziś o piętnastej. I spróbuj nie przyjść!
- Na pewno mam spróbować?
Gały jak pomarańcze...
- Ej koleżanko, żebyś mi tu nie cwaniakowała za bardzo, bo rodziców wezwiemy!
Prychnęłam.
- Oni państwa wyśmieją - skłamałam. Moja mama, taka wytworna, zaraz by za mnie świeciła oczami.
Wreszcie mnie wypuścili, a nauczycielkę próbowali przekonać do dalszej pracy, ale ona się zaparła i nie. Pomyślałam sobie, że zaraz zwariuję i poszłam do klasy. Woźnego się już pozbyli (może mył sam te okna), a gdy weszłam, podrzucono mnie trzy razy w górę. Dziwne. Zaraz zaczęłam poznawać wszystkich uczniów w klasie.
- Danka...
- Beata...
- Leo!!!
- Filip
- Kryśka!
- Olga...
I tak dalej. Wiele nie zapamiętałam, ale trudno. Ważne, że mnie polubili.
Po południu - oczami Netki
Kiedy wróciłam do domu, tradycyjnie - komputer, kebab kupiony po drodze, słuchawki na uszach i leniuchowanie. O wpół do trzeciej przypomniało mi się, że miałam iść myć te okna w szkole. Iść czy nie iść? Dobra, idę, wolę nie mieć kłopotów później... więcej... No więc poszłam, a gdy przyszłam, okazało się, że okna są już umyte. Tak więc wpadłam do Anielki i trochę poplotkowałyśmy, potem poszłam do domu i siedziałam do późna.

Dziękuję za 83 wejścia.
Tagi: 2
16.04.2013 o godz. 19:20
Oczami Netki
Dziś rano wcale nie spieszyło mi się do szkoły. Wstałam o wpół do ósmej i wzięłam długi prysznic. Potem zjadłam śniadanie przed laptopem i z nim poszłam do szkoły. Kiedy dotarłam, zauważyłam co pomyliłam i równo z dzwonkiem wyszłam z powrotem do domu po plecak. Kiedy zmieniałam buty znalazłam się prawie pod ostrzałem wzroku Szanownego Pana Woźnego. Ostrzeżona wczoraj przez Ariela, postanowiłam skryć się za kurtkami uczniów. Woźny mnie nie zobaczył, ale był zły jak osa. Poszłam do sali i wyjaśniłam powód spóźnienia. Cała klasa ryknęła śmiechem. Matematyczka kazała mi usiąść w ławce i oznajmiła, że po takim spóźnieniu mam wpisaną nieobecność. Siadłam więc obok Anielki i otworzyłam plecak. Wsunęłam rękę i poczułam... nagrzanego laptopa. Podniosłam dłoń, a gdy nauczycielka udzieliła mi głosu, powiedziałam:
- Proszę pani, bo jest taka sprawa, że ja się spóźniłam, prawda?
- Yyy... no, tak - spojrzała na mnie dziwnie.
- A było to spowodowane tym, że nie wzięłam z domu plecaka - tłumiony chichot z końca klasy. - Więc musiałam po ten plecak wrócić do domu...
- Ależ dziecko, mów o co ci chodzi, bo lekcja ucieka!
- Tak, tak, do rzeczy. Musiałam wrócić po ten plecak do domu, bo go zapomniałam wziąć. Tak. Ale gdy wróciłam po niego, to w pośpiechu spowodowanym tym, że musiałam po niego wrócić, ponieważ go zapomniałam wziąć do szkoły, a zapomniałam go wziąć do szkoły przez roztargnienie, które towarzyszy mi od dziecięcych lat - jęk nauczycielki - A więc wróciłam po plecak do domu, do którego szłam pięć minut. Przepraszam, biegłam pięć minut, cóż za niedopatrzenie! Do domu, oczywiście biegłam, nie do plecaka. To znaczy, do domu po plecak, tak. A więc, gdy doszłam do domu musiałam wziąć plecak. I znów wróciłam do szkoły. I zmieniając buty natknęłam się na pana woźnego. On był strasznie zły, wie pani? Ja nie wiem czemu on był zły. Woźny, oczywiście. Ale doszłam do klasy i siadłam w ławce i zobaczyłam, że się pomyliłam i wzięłam laptopa zamiast książek.
Moja wypowiedź została oceniona głośnym rykiem śmiechu i oklaskami ze strony klasy. Nauczycielka siadła na krześle, ale zaraz z niego wstała.
- Wpisuje ci jedynkę i uwagę za przeszkadzanie na lekcji! - krzyknęła.
- Na lekcji, na której mam wpisaną nieobecność? - zapytałam.
Matematyczka jakby zwariowała. Przeszła całą klasę kręcąc głową i krzyknęła:
- Ja przez was będę musiała brać środki uspakajające!
- Polecam melisę, ona pomaga - podpowiedziałam.
Tego już było za wiele dla biednej kobiety. Oczy jej się zwęziły, ale zaraz potem zrobiły się szkliste i wielkie jak pięciozłotówki. Zrobiła się purpurowa, potem blada i zielona, aż w końcu powiedziała ku głośnemu uradowaniu klasy:
- Idę z tobą do dyrekcji, a potem napiszę prośbę o zmianę pracy...
Tagi: 1
06.04.2013 o godz. 16:21
Oczami Anieli
Wstałam o 6:00, bo wczoraj nie spakowałam plecaka. Musiałam więc wygrzebać go spod sterty zimowych ciuchów, wytrzepać i znaleźć wszystkie potrzebne książki przy okazji gubiąc plan lekcji. Zanim go znalazłam, było już za piętnaście siódma. Wrzuciłam więc szybko książki do plecaka, potem była poranna toaleta, gimnastyka, śniadanie i wreszcie mogłam iść do szkoły. Wbiegłam do szkoły prawie równo z dzwonkiem i na swoje nieszczęście spotkałam pana woźnego.
- Hohoho, ładnie się zaczyna! - powiedział ze złością. - Pójdziemy sobie do wychowawcy!
- Ale proszę, ja nie będę, ja przecież nigdy - prosiłam zmieniając buty.
- Hę, ja znam takich jak ty, nie będę tolerował cwaniactwa - wołał, a ja zdecydowałam się uciec mu po prostu do klasy. Przez piwniczkę. Wbiegłam do zakopconego wnętrza i wcale się nie zdziwiłam, gdy zobaczyłam tam Ariela i Antka.
- Cześć - rzucił Ariel.
- Woźny - zipnęłam tylko, ale wystarczyło, by oni zerwali się z miejsc.
- CO?
- To, zwiewamy!
Ale zamiast uciekać, oni pociągnęli mnie w stronę kotła i jakąś maszynę. Woźny wbiegł i udał się w stronę wyjścia.
- Musiało mi się przewidzieć, oni tu nie mogą wchodzić, nie znają wejścia - mruczał. - Ale lepiej tu zamknąć, na wszelki wypadek...
Zamarliśmy. W jednej chwili pomyśleliśmy o tym samym: wyjść za jego plecami. Pod ścianą. I już po chwili zabrzęczał dzwonek, a my wylecieliśmy z piwniczki prosto w stronę klasy. Po kilku minutach od naszego wejścia rozległo się pukanie i do klasy weszła zarumieniona Netka.
- Przepraszam za spóźnienie, ale w szkole przypomniałam sobie, że nie wzięłam z domu plecaka...
Tagi: 1
04.04.2013 o godz. 18:58
Oczami Netki
Wyszłam w domu wciąż trzymając w dłoni komórkę z włączonym facebookiem. Początek roku szkolnego. Fatalnie. Dodatkowo zmiana szkoły. Słabo. Już prawie zaprzyjaźniłam się z Helą w tamtej szkole, to trzeba było się wyprowadzić przez tatę. Jakby nie mógł pracować w jednym miejscu! Niech to szlag, znów się potknęłam o te idiotyczne koturny. Mama kazała mi je założyć do czarno - białej sukienki. Przynajmniej nie jest obcisła i da się w niej chodzić. Przystanęłam przed starym gmachem szkolnym. A może by nie iść na rozpoczęcie? Przecież nie będzie nic ważnego! Tylko wychowawczyni rozda plany lekcji... No właśnie, nie będę miała od kogo pożyczyć. Mama by się dopiero wściekła, jakby się dowiedziała, że nie poszłam. Weszłam niechętnie do dużego hallu pełnego rozgadanych wariatek, zidiociałych łobuzów i młodych wandali. Doprawdy, godne pożałowania. Jakiś niski blondynek przeszedł z uśmiechem koło mnie, a ja rzuciłam mu poniżające spojrzenie. Przynajmniej mam nadzieję, że było poniżające. W każdym razie obrócił się obrażony i odszedł. Zadzwonił dzwonek i tłum młodzieży ruszył niechętnie w stronę wejścia na salę gimnastyczną. Dziwnie zadowoleni nauczyciele i dyrekcja oznajmili, że czas zacząć nowy rok szkolny bla-bla-bla-bla. Chyba z pół godziny wstrętnego gadania, a potem jeszcze występ kółka artystycznego. Super, jeszcze tylko tego mi po prostu brakowało. Wyszłam z sali i włączyłam neta. Słabe połączenie, ale jednak coś się znalazło. Uśmiechnęłam się do ekranu telefonu i zaczęłam surfować po sieci. Nagle koło mnie rozległ się niski głos.
- Co, nie chce nam się słuchać? - zapytał chłopak z irokezem. Polubiłam go od razu, równy gość. Mimo to postanowiłam być chłodna.
- Tia, a co? - prychnęłam.
- Ho, ho, koleżanko, nie tak ostro na początek. Nowa?
Kiwnęłam głową.
- Która klasa?
- Nie wiem jeszcze.
- Ooo, to sobie narobisz kłopotów - przygryzł wargę - A którą skończyłaś?
- Szóstą.
- To trafisz to pierwszej gimnazjum.
- Face palm. Ale z ciebie niezły detektyw.
- Baa, jest tylko jedna pierwsza gimnazjum w tej budzie.
- To chyba, że tak.
- Idziesz do tej klasy, co ja.
- W takim razie mam nadzieję, że mi pomożesz trafić do klasy - rzekłam i wpatrzyłam się ponownie w komórkę.
Chłopak stanął obok i zaczął grzebać w kieszeni czarnej kurtki. Po chwili coś z niej wyjął, ale to mnie już mnie nie interesowało. Po jakimś czasie Irokez, jak go sobie w myśli nazwałam, szturchnął mnie.
- Idziemy. Wychodzą.
Ruszyłam za nim. Prowadził mnie przez jakiś korytarz w piwniczce.
- Po co tędy idziemy? Normalnie się nie da?
- Nie chcesz spotkać naszego woźnego.
- Nie tobie to sądzić.
Przystanął i popatrzył się na mnie.
- Wierz mi, znam go lepiej niż ty. Nie lubi nikogo, a szczególnie nowych plątających się za takimi jak ja.
- Ooo, z kim ja się zadaję!
- Z Arielem Grabiakiem.
- Nie zbyt przyjemne nazwisko.
- Cicho, chodź. Lepiej sama się przedstaw.
- Netka.
- Tylko tyle?
- Aneta Nowak.
- Aha.
Trafiliśmy wreszcie do klasy. Siedziało tam już kilka osób, w tym blondasek. Jasny gwint. Ariel odszedł do ostatniej ławki i siadł koło jakiegoś faceta. Ja ruszyłam w stronę dziewczynki o ciemnej karnacji, a ona uśmiechnęła się do mnie, więc się przysiadłam. Całkiem miła osóbka, oceniłam już ją sobie. Nie mówiła wiele, tylko mi się przyglądała, więc też na nią patrzyłam. Miała rozumne oczy, które zadawały mnóstwo pytań. Spojrzeniem pozwoliłam jej pytać.
Zachęcona zapytała mnie:
- Będziesz moją przyjaciółką? - mile zaskoczona, skinęłam głową. Mała się ucieszyła.
- Opowiedz mi o sobie... - poprosiła.
- Jestem Aneta Nowak, Netka. W wolnym czasie siedzę sobie przed komputerem, w ogóle uwielbiam neta... - i tak gadałam aż do wejścia wychowawczyni, miłej kobietki w okularkach, ale potem kontynuowałam gadanie, mimo spojrzeń rzucanych mi przez blondaska. Nagle mała zachichotała i szepnęła:
- Wstań, przedstawia cię klasie!
Usłuchałam. Później dostałam plan lekcji, wyszłyśmy ze szkoły i dokończyłam moją opowieść o sobie.
- Ja jestem Aniela Sienkiewicz, miło mi cię poznać. Wpadnij do mnie dziś. Przy Alei Powstańców 7a.
- Ok, to papapa!
- Do zobaczenia!
Wróciłam do domu, a humor mi się poprawił i przebrana w dres poszłam do Anieli. Po miłej pogawędce wróciłam i siedziałam przed komputerem do późna. Potem poszłam spać.

Oczami Ariela
Dziś w budzie byłoby całkiem nudno, gdybym nie poznał tej Netki. Miła i fajna, ale próbuje być ostra. Jest w mojej klasie, to o tyle dobrze, bo można by ją oswoić. Siadła z Anielką, a po południu do niej wpadła. Później poszła do domu, a w jej pokoju widać było światło komputera. Wróciłem do domu. Młodzi już spali, ale rodzice oglądali TV. Cicho przeszedłem do łazienki, starając się nie czynić hałasu.
Ale mama usłyszała.
- Ariel, gdzie ty się tyle podziewasz? Już nawet na rozpoczęci roku nie przyjdzie na obiad!
- Dobranoc - rzekłem tylko znikając w swym pokoju.
- Co ja z tobą mam... - usłyszałem jeszcze.
Zaprosiłem Netkę do grona znajomych na fejsie. Zaakceptowała szybko. Co ona, nie śpi w ogóle? Wylogowałem się, po czym poszedłem spać.
Tagi: prolog
04.04.2013 o godz. 15:05
Aneta Nowak (Netka)- 13 lat, pseudonim zawdzięcza swojemu uzależnieniu od neta, ale pasowało też do jej imienia. Trochę przy kości, nosi kujonki, ma długie blond włosy, lubi nosić wygodne ciuchy typu dresy, bejsbolówki, itp. Miła, ale roztargniona, przyjacielska i zakręcona, mówi rzadko, ale jak już coś zacznie gadać, to nie może skończyć... :) Mieszka wraz z rodzicami, jest jedynaczką.
Aniela Sienkiewicz- 12,5 lat, bez przezwiska, najmłodsza w klasie i jedna z najlepszych uczennic. Ma długie, czarne loki, czekoladowe oczy, duże, malinowe usta i ciemną karnacje (jej ojciec z pochodzenia jest obywatelem Etiopii). Urodziła się w Sopocie, ale wraz z rodziną przyjechała do Chodłowa* gdzie zamieszkali. Mieszka z rodzicami, bratem i babcią.
Beata Torbok (Beti)- 13 lat, chuda, nie ładna, ale za to z charakterem. Przezwisko od imienia, bo po co mówić długo, gdy można krótko? Ma rude włosy i piegi na bladej skórze, ale za to jest bardzo zabawna, potrafi pocieszać i rozweselić. Zawsze ma w głowie mnóstwo głupich pomysłów i ciętych ripost na poczekaniu, mimo, że żyje bez rodziców u babci.
Danuta Adamska (Danka) - 13 lat, Danka od imienia, jest przeciętnie mądra, ale ładna. To średniego wzrostu dziewczyna o lokach koloru pszenicy i oczach jak niebo przed burzą. Nie jest plastikiem ani typową blondi, zna się na uczuciach i marzeniach. Ubiera się w zwiewne ubrania podkreślające kształt jej figury i lazur oczu. Mieszka w wielkiej willi z rodzicami.
Ariel Grabiak - 13 lat, typowy "metalowiec". Cały czas chodzi w czarnych ubraniach z ćwiekami i w glanach. Ma ciemnego irokeza i gra na elektrycznej gitarze. Wysoki i umięśniony. Mieszka w bloku mieszkalnym razem z 2 braćmi i rodzicami.
Leon Podczap (Leo) - 13 lat, sportowiec, uwielbia piłkę nożną i FC Barcelonę. Ma blond włosy prawie do ramion i wielkie zielone oczy poniżej szerokiego czoła. Opalony, miły i wysportowany, mieszka z rodzicami i siostrą.
Marek Wacławski - 13 lat, romantyk z gitarą klasyczną, myślący chłopak. Ma brązowe włosy , wystające kości policzkowe i czarne oczy. Ubiera się zgodnie z najnowszą modą i lubi meloniki. Ma młodszego brata i mieszka z nim i rodzicami w domu prywatnym.

* - Chołdów - to wymyślone na rzecz bloga miasto, w którym mieszkają bohaterowie.
ZBIEŻNOŚĆ NAZWISK PRZYPADKOWA!
Tagi: bohaterowie
03.04.2013 o godz. 17:13
Nutella69
Nutella's Stories
Skąd: Gorlice
statystyki